własna firma, jak ratować się przed bankructwem
Stara prawda mówi o trym, że cygan nie bił syna za to że on grał w karty, ale że chciał się odegrać. Ile osób które mają problem finansowy przy prowadzeniu własnej działalności ciągnie ją dalej mimo że to nie ma najmniejszego sensu. Wpadają przez to w zadłużenie z którego potem nie jest łatwo wyjść. W moim przypadku głosem rozsądku, swoistym cyganem była żona. Pracowałem w firmie jako zdalny pracownik na samozatrudnieniu. Płacili nieźle bo przy 12 godzinach pracy codziennie zarabiałem 10 tyś złotych miesięcznie, brutto z VAT. Potem kolega otworzył mi oczy że o VAT dżentelmeni nie rozmawiają tylko go płacą. Trzeba też odliczyć ZUS i koszty prowadzenia działalności co pomniejszyło moje zarobki do 6 tyś. I tu wtrąciła się żona że połowę roboty to ona robi więc zarabiamy po 3 tyś zł miesięcznie co przy pracy po 12 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu nie jest żadnym osiągnięciem. Nie podobało nam się też kilka aspektów prawnych więc na wszelki wypadek poprosiłem o umowę zlecenie. Po pół roku okazało się że firma zatrudniła za pośrednictwem urzędu pracy darmowych stażystów i obcięli nam ilość zleceń o połowę. Przyszło nam zarabiać 5 tyś zł - VAT i ZUS + koszty prowadzenia działalności to dało nam niecałe 2000 zł. To chyba był już najwyższy czas by się pożegnać z firmą która dawała nam pracę i zawiesić działalność gospodarczą. Znalazłem fajny blog podpowiadający co robić http://www.zasadyogolne.info/2017/09/jak-zawiesic-dziaalnosc.html . Teraz bez pospiechu wysłaliśmy ofertę współpracy u konkurencji. Może zechcą nowych pracowników z portfelem zamówień i informacjami o tym dla kogo do tej pory pracowaliśmy. W końcu żadnej umowy z poprzednią firmą nie mamy.